Przeczytałem ponad 170 poradników o rozwoju i karierze. Zajęło mi to ponad dekadę. Kolejne lata spędziłem na testowaniu tych teorii w twardej praktyce – aż w końcu znalazłem miejsce, w którym praca daje mi autentyczną frajdę. Oto 10 kluczowych lekcji, które pomogły mi to osiągnąć.
1. Skup się na rozwoju osobowości
Osobowość – to, co potocznie nazywa się „umiejętnościami miękkimi” (komunikacja, adaptacja, postawa, zarządzanie sobą, wytrwałość) – to w rzeczywistości Twój największy, najbezpieczniejszy kapitał co świadczy o tym, że jest najbardziej poszukiwany przez pracodawców.
Dlaczego? Bo to kompetencje całkowicie uniwersalne. Możesz je przenieść do każdej kolejnej pracy, nawet jeśli zdecydujesz się na drastyczne przebranżowienie. A statystyki są nieubłagane: średnio zmieniamy ścieżkę kariery co 7 lat.
Gdy zmienisz branżę, Twoja osobowość zostaje z Tobą. Tymczasem umiejętności twarde (konkretne programy, procedury, technologie) mają dziś przerażająco krótki termin przydatności – często dezaktualizują się już po 5 latach. Wartość Twojego charakteru, etyki pracy i tego, jak radzisz sobie z ludźmi, jest stała. To jedyna rzecz, której nie zabierze Ci zmiana rynku czy rozwój AI.
Wniosek: Inwestycja w rozwój osobisty to najbezpieczniejsza lokata kapitału, jaką możesz zrobić.
2. Zawsze idź tam, gdzie jest zrzeczono się odpowiedzialności
Jak pisze Jordan Peterson (to chyba najczęstsza rada, jaką ostatnio powtarzam): „Szansa pojawia się tam, gdzie inni zrzekli się odpowiedzialności”. To wezwanie do skrajnie proaktywnej postawy. Tam, gdzie innym „się nie chce” lub gdzie inni odczuwają lęk, Ty dostrzeż realną okazję na pokazanie swojej wartości i gwałtowny rozwój. Wzięcie na siebie ciężaru, którego nikt inny nie chce nieść, to najkrótsza droga do znalezienia ścieżek, których wcześniej w ogóle nie brałeś pod uwagę, a które mogą okazać się niezwykle satysfakcjonujące.
Jak wykorzystałem szansę i zostałem nauczycielem tańca (pomimo syndromu oszusta)?
Jeśli czytasz moje maile, to wiesz, że jedno popołudnie w tygodniu jestem nauczycielem tańca. Jak do tego doszło? Wcale nie miałem tego w planach. Po prostu moi poprzedni nauczyciele zrezygnowali i nie przyjęli propozycji dalszego prowadzenia zajęć. Powstała luka – „problem”, którego nikt nie chciał tknąć. Podjąłem tą odpowiedzialność, mimo że w tamtym momencie kompletnie nie czułem się kompetentny. Moje pierwsze myśli? „Przecież jestem tylko trochę lepszy od kursantów – czego ja ich nauczę?”. Zamiast jednak uciec, potraktowałem to jako trzymiesięczny eksperyment. Umówiłem się z szefem szkoły uczciwie: „Wchodzę w to, ale jeśli po kwartale poczuję, że to nie dla mnie, chcę móc się wycofać”. Efekt? Dziś, rok po tamtej decyzji, mam za sobą kilkanaście doszkalających weekendowych eventów tanecznych i taką frajdę z nauczania, że robiłbym to nawet za darmo (choć płacą mi za to całkiem nieźle). Wniosek: Prawdziwa szansa rzadko przychodzi w złotym opakowaniu z napisem „idealna oferta”. Najczęściej przychodzi przebrana za kłopot, którego inni nie chcieli udźwignąć.
3. Przestań gonić uciekającego króliczka
Ciągłe porównywanie się z „ludźmi na szczycie”, których widzisz w mediach społecznościowych, to prosta droga do wiecznego niezadowolenia. Nieważne, jak szybko biegniesz – i tak będziesz czuć się w tyle. Zamiast próbować być najlepszym „we wszystkim”, Barry Schwartz (profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego) sugeruje, aby zdefiniować własne „podwórko” i własną skalę sukcesu. Jak przełożyłem to na swoje życie?
Moim podwórkiem jest coaching kariery w zakresie wyznaczania kierunku w życiu zawodowym. Jeśli wejdziesz na YouTube, nie znajdziesz tysięcy osób, które zajmują się tym profesjonalnie. Dzięki temu łatwiej jest mi stać się jednym z najlepszych ekspertów w konkretnej niszy: pomaganiu ludziom w odnajdywaniu ich drogi zawodowej.
Podobnie w tańcu. Obecnie w Lublinie jestem jedynym nauczycielem West Coast Swing (WCS). To jest moje podwórko. Dzięki zawężeniu obszaru mogę być w tym środowisku kimś naprawdę wyróżniającym się i znaczącym. To daje ogromną satysfakcję – i nie wymaga ścigania się z ludźmi z mediów społecznościowych ani poczucia, że ciągle jestem w tyle.
Zdefiniuj własną definicję sukcesu. Jaki jest Twój obszar, w którym możesz osiągnąć mistrzostwo? Gdzie możesz zainwestować swój czas, by stać się kimś znaczącym – na własnych zasadach? Prawdziwe szczęście w karierze zaczyna się wtedy, gdy przestajesz zerkać na boki i zaczynasz budować coś solidnego na swoim kawałku ziemi.
4. Miej odwagę przez jakiś czas być głupim
Gdzieś na świecie jest ktoś znacznie mniej wykwalifikowany od Ciebie, kto właśnie pracuje w miejscu, o którym Ty tylko marzysz. Dlaczego? Po prostu dlatego, że podjął działanie.
Podczas pracy z moimi klientami często trafiamy na tę samą ścianę: pułapkę „wiecznego przygotowania”. Kupują kolejne kursy, robią certyfikaty i czekają na mityczny moment, w którym poczują się w 100% gotowi. Problem w tym, że ten moment nigdy nie nadchodzi. W efekcie przepalają czas i pieniądze, ale nie „ciągną tematu” w praktyce. Kiedy pytam ich: „Czy zgadzasz się, że gdzieś tam jest osoba, która ma połowę Twojej wiedzy, a już robi to, o czym Ty śnisz?”, zawsze odpowiadają: „Tak”. Dlaczego tak jest? Bo ta osoba odważyła się przez jakiś czas… być głupia. Dokładnie tak, jak ja, kiedy zostawałem nauczycielem tańca (na początku czułem się kompletnie zielony) albo gdy 1,5 roku temu wchodziłem w coaching kariery z poczuciem, jak mało jeszcze wiem.
Wniosek z moich historii jest jeden: Pewność siebie buduje się PO fakcie, a nie przed nim. Nie możesz czuć się pewnie w czymś, czego jeszcze nie robisz regularnie. „Skok” to po prostu zgoda na to, że na początku będziesz czuć dyskomfort, a może nawet popełnisz błędy.
Dlaczego warto? Kiedy „skaczesz”, przestajesz być obserwatorem, a stajesz się graczem. Dopiero wtedy zyskujesz realne doświadczenie, którego nie zastąpi żadna książka ani kolejny certyfikat. To właśnie w działaniu klaruje się Twoja unikalna metoda i to tam budujesz autentyczny autorytet na swoim „podwórku”.
5. Możesz osiągnąć dosłownie cokolwiek, co wymyślisz… ale nie wszystko co wymyślisz
Możesz osiągnąć niemal każdą rzecz, którą sobie wymyślisz, ale nie jesteś w stanie osiągnąć każdej z nich jednocześnie. Życie zawodowe jest jak stół szwedzki: masz wolny wybór, ale nie zjesz wszystkiego. Próba spróbowania każdej potrawy naraz skończy się tylko niestrawnością.
Kluczem jest wybór ścieżki, która najlepiej do Ciebie pasuje i – co najtrudniejsze – umiejętność „stracenia” innych dróg. Musisz świadomie odpuścić alternatywy, które rozpraszają Twoją uwagę. Prawdziwe bezpieczeństwo i satysfakcja nie biorą się z ciągłego skakania z kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu „czegoś lepszego”, ale z głębokiego zaangażowania w jeden, konkretny kierunek.
Kiedy przebranżawiałem się z tradingu na coaching kariery, miałem ogromną pokusę, żeby ciągnąć obie te ścieżki równolegle. Ale wiedziałem, czym to pachnie. Statystycznie takie podejście kończy się brakiem wyników w obu dziedzinach.
Wiedziałem też, że w każdym nowym projekcie przychodzi moment tzw. „doliny depresji” – etap, w którym rzeczy nie idą po Twojej myśli, jest ciężko i brakuje szybkich efektów. Gdybym miał wtedy dwa duże projekty na głowie, prawdopodobnie położyłbym oba naraz. Musiałem w swojej głowie oswoić myśl, że nie zrealizuję marzeń z dwóch różnych światów w tym samym czasie. Wybrałem jeden. I to była najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć.
Wniosek: Przestań szukać idealnej opcji, która nie wymaga poświęceń. Wybierz swój kierunek i miej odwagę zrezygnować z reszty. Dopiero wtedy Twoja energia zacznie pracować na Twój sukces, a nie rozpraszać się na boki.
6. Przestań resetować swój „licznik doświadczenia” (Stań się tak dobry, by nie mogli Cię zignorować)
Gdy już wybierzesz opcję, która jest „wystarczająco dobra” – po prostu w niej trwaj. Przestań rozglądać się na boki. Zacznij budować swój kapitał zawodowy, aż osiągniesz poziom, o którym pisze Cal Newport: „Stań się tak dobry, by nie mogli Cię zignorować”.
Dopiero z tego poziomu zyskujesz realną kartę przetargową, by dyktować warunki, na jakich chcesz pracować i żyć.
W ciągu 1,5 roku od startu przyjmowania klientów do mojego programu „Znajdź swoją ścieżkę”, podniosłem ceny trzykrotnie. I co ciekawe – dla moich klientów te stawki są teraz zupełnie naturalne. Dlaczego? Bo moje zarobki i pewność siebie rosną dokładnie w tym samym tempie, w jakim rozwijam swoje kompetencje w tym jednym, konkretnym obszarze.
Gdybym w tym czasie skakał między trzema różnymi pomysłami na biznes, dzisiaj prawdopodobnie w każdym z nich byłbym na etapie „taniego początkującego”.
Eksperckość i wysokie zarobki to pochodna skupienia i czasu. Jeśli co chwilę zmieniasz zdanie, Twój „licznik doświadczenia” zawsze wraca do zera. Wybierz drogę i zacznij na niej budować swoją twierdzę.
7. Miej odwagę zmienić zawód, gdy zorientujesz się, że nie chcesz tego już robić
Świat się zmienia. Ty się zmieniasz. Ludzie wokół Ciebie również. To naturalne, że ścieżka, którą idziesz od lat, nagle może okazać się nieadekwatna do tego, kim jesteś dzisiaj. Prawdziwa odwaga nie polega na ślepym trzymaniu się raz obranej drogi, ale na umiejętności przyznania przed samym sobą: „To już mi nie służy”. Możesz to zrobić w każdym momencie, o ile zachowasz gotowość do nauki i odważysz się być lojalnym wobec tego, co szepcze Ci sumienie.
Jak to wyglądało u mnie? Moja bitwa: Trading vs Coaching
Ja sam wybrałem kiedyś trading. Dlaczego? Głównie ze względu na prestiż, status i duże pieniądze. Ale z czasem ja sam się zmieniłem i zrozumiałem, że to, co naprawdę daje mi energię i flow, to praca z ludźmi – coaching.
Przejście z jednej drogi na drugą było ogromną wewnętrzną walką. To nie stało się z dnia na dzień. Po długich zmaganiach, z pomocą innych ludzi (i pewnie jakichś sił wyższych), w końcu odważyłem się zawalczyć o życie w zgodzie ze sobą. Czy było łatwo? Absolutnie nie. Czy było warto? Zdecydowanie tak.
W karierze, podobnie jak w innych obszarach życia, lojalność wobec starej wersji siebie, która już nie istnieje, jest pułapką. Jeśli Twój obecna droga przestała być spójny z Twoim sumieniem i wartościami, masz pełne prawo, a wręcz obowiązek, wyznaczyć nowy kierunek.
8. Zmiana ścieżki to, nie porażka
Nie tkwij w martwym punkcie tylko dlatego, że „obiecałeś to sobie trzy lata temu”. Zrozum, że Twój umysł naturalnie wpada w pułapkę awersji do straty (błąd kosztów utopionych). Boimy się porzucić dotychczasowe inwestycje czasu i energii, nawet jeśli droga, którą idziemy, prowadzi donikąd. Zrób prosty rachunek: gdzie będziesz za 5 lat, jeśli zostaniesz na obecnej ścieżce, a gdzie możesz być, jeśli wybierzesz nową? Które z tych żyć wolisz?
A może boisz się ruszyć, bo przerażają Cię trudności? Tutaj pojawia się ciekawe spostrzeżenie: kiedy moi klienci patrzą wstecz na swoje życie, to właśnie te najtrudniejsze okresy – chwile walki, intensywnej nauki i przełamywania własnych barier – oceniają jako czas największego spełnienia. To, co dziś wydaje się przeszkodą, jutro będzie źródłem Twojej największej satysfakcji.
9. Stosuj strategię mrówek
Mrówki przetrwały miliony lat. Sekret ich przetrwania tkwi w ich wewnętrznym podziale ról. Podczas gdy większość armii maszeruje sprawdzonym szlakiem do bezpiecznego źródła pożywienia, garstka 'wariatów’ – skautów – biega chaotycznie po nieznanym terenie. To nie jest błąd, a inwestycja w przyszłość i przetrwanie. Skauci ryzykują zgubienie się i marnowanie energiii, by znaleźć kolejnego 'arbuza’. Jednak to dzięki tym błądzącym jednostkom cała kolonia ma dokąd się przenieść, gdy stary ogryzek jabłka wyschnie. Bądź jak mrówka: trzymaj się pewnego dochodu, który karmi Twoją dzisiejszą bazę, ale zawsze wysyłaj „skautów”, którzy znajdą Twój kolejny wielki cel.
A oto jak to wygląda w praktyce według Nassima Taleba – amerykańskiego ekonomisty, filozofa i tradera. Zamiast szukać ryzykownego i złudnego „środka”, postaw na dwa skrajne podejścia jednocześnie:
- Bezpieczna baza (Twoja główna kolonia): To Twoja obecna praca. Ma być przewidywalna i stabilna. Jej celem jest dawanie Ci „wolnej głowy” i zaplecza finansowego. Dzięki niej nie działasz w trybie przetrwania i masz zasoby, by myśleć o przyszłości.
- Laboratorium możliwości (Twoi skauci): To projekty poboczne i eksperymenty. Tutaj ryzykujesz czas, by szukać „arbuza” – okazji, która może odmienić Twoje życie zawodowe. Jeśli skaut nic nie znajdzie, tracisz tylko trochę energii. Jeśli jednak „odpali”, zyskujesz zupełnie nowe życie.
W 2021 roku to trading był moją bazą. Dawał mi utrzymanie, ale czułem, że potrzebuję czegoś więcej. Moim „błądzącym skautem” stał się wtedy kurs o nawykach, który zacząłem tworzyć po godzinach. Wtedy wydawało się to tylko pobocznym eksperymentem, ale to właśnie to „błądzenie” umożliwiło mi późniejszą zmianę branży.
10. Pamiętaj, że każda decyzja wiąże się z poczuciem straty
Każda decyzja wiąże się z poczuciem straty. W psychologii nazywamy to żalem podecyzyjnym. On prawie zawsze uderzy Cię tuż po dokonaniu wyboru – to naturalna reakcja na „zabicie” alternatywnych opcji, których nie wybrałeś. Twój umysł zaczyna Cię wtedy oszukiwać: wyolbrzymia zalety porzuconej ścieżki i ignoruje powody, dla których w ogóle chciałeś z niej uciec. Nie myl tego stanu z błędem. To nie jest sygnał, że podjąłeś złą decyzję. To po prostu „emocjonalny podatek”, który płacisz za postęp.
Sam to przeżywałem podczas swojej zmiany zawodowej (poczucie żalu, że „już nie zarobię milionów w tradingu”). Wtedy zawsze wracałem do faktu, że to jest normalne – odpalałem w głowie swój „kalkulator opcji”, wracałem do racjonalnego porównania i mojego „dlaczego”. To wszystko było mi potrzebne jako kotwica w chwilach wątpliwości.
Ostatnio działo się to u mojej klientki. Wybrała jedną ścieżkę i wpadła w panikę chwilę po rozpoczęciu wdrażania planu: „Kuba, ja nie wiem, czy ja się nadaję, mam opór i wątpliwości, cały czas wraca do mnie ścieżka X”.
Odpowiadam wtedy: „Spokojnie. Jeśli pojawią się nowe, twarde dane, możemy je wrzucić do kalkulatora i sprawdzić, czy coś się zmieniło. Ale jest duża szansa, że to tylko emocje – wtedy warto zrobić trust the process”. Po krótkiej wymianie głosówek odpisała: „Dzięki Kuba, nie ma co, lecimy dalej z planem”.
Wniosek: Jeśli spodziewasz się, że po zmianie będzie tylko kolorowo, szybko się poddasz. Prawdziwa zmiana potrzebuje czasu, żeby „osiąść”, a chwilowy zjazd nastroju to znak, że stare struktury ustępują miejsca nowym. Ufaj swojej wcześniejszej analizie, a nie chwilowym wahaniom dopaminy. Dodatkowo zapisz na kartce, dlaczego podejmujesz daną decyzję. Twoje przyszłe, wątpiące „ja” będzie tego potrzebowało.
— Jakub
Otrzymuj Cotygodniowy Newsletter
Szanuję prywatność. Wypisz się w dowolnym momencie.