
3 najważniejsze lekcje z tej książki
1. Rezygnacja jako narzędzie rozwoju – W kulturze, która wynosi na piedestał wytrwałość i nieustępliwość, decyzje o rezygnacji, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym, są często postrzegane jako oznaka porażki. Jednak, jak czytamy w tej książce, rezygnacja może być zdrową, dobrą decyzją.
2. Błędy poznawcze w podejmowaniu decyzji – Mechanizmy takie jak efekt utopionych kosztów, awersja do strat czy eskalacja zaangażowania sprawiają, że tkwi się w sytuacjach, które nie mają przyszłości.
3. Znaczenie wczesnych sygnałów porażki – Kluczem do sukcesu jest szybkie zauważenie, kiedy coś nie działa i umiejętność zamknięcia projektu, zanim poniesie się dalsze straty. Pomaga w tym coach rezygnacji i regularna analiza odpowiednich wskaźników.
Dla kogo jest ta książka?
Książka jest dla tych, którzy czują, że utknęli w sytuacji, która już nie daje satysfakcji, ale mimo to trwają w niej z lęku przed zmianą. Ta książka pomoże Ci zrozumieć, kiedy naprawdę warto powiedzieć „dość”.
Jak książka na mnie wpłynęła
Dzięki niej zrozumiałem, dlaczego w połowie 2024 tak trudno było mi podjąć decyzję o porzuceniu poprzedniej ścieżki kariery (bycia traderem) i wejściu na nową ścieżkę (coaching kariery). Ograniczały mnie błędy poznawcze, których wcześniej nie dostrzegałem – teraz mogłem im się przyjrzeć z bliska. Czułem się, jakbym tkwił w niewidzialnej pułapce, podczas gdy dla innych wszystko było oczywiste. Uświadomiłem sobie, co mnie blokowało i dlaczego rezygnacja była tak trudnym krokiem. Dziś widzę wyraźnie, że to była dobra decyzja – i daje mi to ogromny spokój.
Kim jestem
Nazywam się Jakub i jestem autorem książki W końcu poniedziałek, oraz Coachem Kariery. Na co dzień pomagam klientom zyskać jasności, jak pokierować karierą, aby znaleźć pracę, którą naprawdę pokochają.
![]()
A oto kolejny wpis z serii „Książki o Rozwoju Kariery”, w której streszczam najlepsze pozycje i dzielę się najciekawszymi lekcjami.
STRESZCZENIE I LEKCJE
Plan streszczenia:
- Wprowadzenie
- Rezygnacja też może być cnotą
- Błędy poznawcze
- Efekt utopionych kosztów
- Efekt posiadania
- Jak uniknąć błędów poznawczych
- Wyszukuj wczesnych sygnałów porażki (i stosuj kryteria zabicia)
- Coach rezygnacji
- Zakończenie
- Eksplorowanie vs eksploatowanie
1. Wprowadzenie
Rezygnacja też może być cnotą
W kulturze, która celebruje wytrwałość, aż roi się od cytatów typu: „Nigdy się nie poddawaj”. A. Einstein mówił, że naszą największą słabością jest rezygnacja. Każdy z nas zna popularny mem, gdzie widzimy pana, który rezygnuje też przed dokopaniem się do diamentów.
Ale co, jeśli tych „diamentów” dalej i dalej nie ma? Czy wciąż warto brnąć w coś, co nie przynosi oczekiwanych rezultatów?
W takiej sytuacji (grafika poniżej) ten pan w białej kurtce nie wygląda, że podjął jakąś złą decyzję.
Prawda jest taka, że nie każdy wysiłek prowadzi do sukcesu. Jeśli nie potrafisz dobrze śpiewać, to choćbyś trenował latami, nie zostaniesz drugą Adele.
Świat często traktuje rezygnację jako porażkę, a wytrwałość jako synonim niezłomności. Jednak czasami trwanie wbrew wszystkiemu jest bardziej szaleństwem niż bohaterstwem. Dlatego, aby nadać rezygnacji bardziej pozytywny wydźwięk, mówimy o „zamykaniu rozdziału” lub „nowym początku”. I to jest w porządku.
Pamiętamy tych, którzy nie rezygnują
Nie osiągamy sukcesu, rezygnując przy każdej trudności. Ale nie osiągamy go również, trzymając się na siłę rzeczy, które nie są tego warte. Prawdziwą sztuką jest umiejętność rozróżnienia, kiedy warto wytrwać, a kiedy odejść.
Weźmy na przykład wspinaczkę na Mount Everest. Pamiętamy tych, którzy podjęli wyzwanie – jedni zapisali się w historii jako bohaterowie, inni zginęli jako ofiary własnej ambicji.
Jednak wchodząc na szczyt, czasami najlepszą decyzją jest zawrócenie zaledwie 100 metrów od celu, by przed zachodem słońca bezpiecznie wrócić do bazy. Takich ludzi zazwyczaj się nie pamięta, a to właśnie takie decyzje wymagają najbardziej bohaterskiej postawy, gdzie cel jest tak blisko, a trzeba umieć odpuścić.
Rezygnacja wymaga odwagi
To niełatwy wybór, zrezygnować 100 m przed szczytem, bo w głowie wciąż kołacze się pytanie: „Co by było, gdybym nie odpuścił? Może nic złego by się nie stało, może bym dał radę?”.
Rezygnacja wymaga odwagi. Wymaga akceptacji, że nigdy nie dowiemy się, co mogło się wydarzyć. W pewnym sensie jest jak gra w pokera – profesjonaliści pasują w 75–80% przypadków. Muszą przyjąć, że nie każdą rękę warto rozgrywać i że nie zawsze odkryją, co mogłoby się stać.
Rezygnacja to decyzja, która wymaga mądrości, by uznać swoje ograniczenia, i siły, by pogodzić się z niewiadomą. To nie kapitulacja, ale umiejętność wyboru tego, co naprawdę ma znaczenie.
2. Błędy poznawcze
Często nie zdajemy sobie sprawy, jak nasze myślenie może wypaczać naszą ocenę sytuacji.
Wiele decyzji, które podejmujemy, wynika z błędów poznawczych – mentalnych automatów, które prowadzą nas na manowce.
W kontekście rezygnacji, te błędy mogą sprawić, że nie podejmiemy właściwej decyzji, nawet jeśli staramy się być rozsądni.
Zrozumienie, jakie mechanizmy nami kierują, pozwala lepiej pojąć, dlaczego trwamy przy czymś, co już nie prowadzi do sukcesu, i pomaga podjąć decyzję, kiedy warto odpuścić.
W tej książce Anna przedstawia kilka takich błędów, które po kolei omówimy..
1/2 Efekt utopionych kosztów
Czy zdarzyło ci się kiedyś tkwić zbyt długo w pracy, która przestała dawać satysfakcję, a stała się wyłącznie źródłem frustracji? Może trudno było zrezygnować, bo już tyle czasu i wysiłku w nią zainwestowałeś?
To klasyczny przykład efektu utopionych kosztów. Polega on na przypisywaniu większej wagi opcjom, w które włożyliśmy już zasoby, zamiast otwarcia się na nowe możliwości. Skutkiem tego jest kontynuowanie działań, które nie mają już sensu, tylko dlatego, że „szkoda zmarnować wcześniejszych wysiłków”.
Awersja do strat – Badanie Kahnemana
Daniel Kahneman, noblista i autor „Pułapek myślenia”, udowodnił, że nasza niechęć do strat jest potężnym mechanizmem wpływającym na błędne decyzje.
Wyobraź sobie taki zakład: rzut monetą. Jeśli wypadnie reszka, tracisz 100 dolarów. Jeśli wypadnie orzeł, zyskujesz 150 dolarów. Zgodziłbyś się?
Choć matematyka mówi „tak” (bo potencjalny zysk przewyższa stratę), większość ludzi odrzuca taki zakład. Dlaczego? Bo emocjonalny ciężar potencjalnej straty przeważa nad obietnicą zysku.
W eksperymencie Kahnemana uczestników pytano, jaka kwota zysku skłoniłaby ich do przyjęcia zakładu. Najczęściej podawali sumy około dwukrotnie wyższe od możliwej straty, co wskazuje na proporcję 2:1 między strachem przed stratą a nadzieją na zysk.
Proces ewolucji premiował unikanie zagrożeń
Ta asymetria ma swoje korzenie w ewolucji. Nasz gatunek premiował tych, którzy traktowali zagrożenia jako priorytet – lepiej unikać ryzyka niż szukać okazji, by zwiększyć szanse na przetrwanie.
Współcześnie jednak ten mechanizm prowadzi do nieuzasadnionej ostrożności w podejmowaniu decyzji, np. w zawodowych dylematach. Wolimy „bezpieczne” rozwiązania, nawet jeśli alternatywy mają większy potencjał na przyszłość.
Eskalujemy zaangażowanie gdy zaczyna nie iść
Utopione koszty działają jak kula śnieżna – im więcej zainwestowaliśmy, tym trudniej się wycofać.
Wyobraź sobie, że coś zaczyna się sypać – dostajesz sygnały, że to już nie działa, że sytuacja staje się widoczna dla innych. Zamiast odpuścić, zaczynasz podwajać wysiłki. Poświęcasz więcej czasu, energii i pieniędzy. Czekasz, aż wszystko się „naprawi”… ale efekt jest coraz gorszy.
To zjawisko nazywamy eskalacją zaangażowania. Chodzi o uporczywe trzymanie się decyzji, które prowadzą do strat, i nawet zwiększamy wysiłki, by udowodnić sobie (i otoczeniu), że wcześniejsze wybory miały sens.
Świetnym przykładem są traderzy na rynkach finansowych. Zamiast zamknąć stratną pozycję i zaakceptować porażkę, przesuwają stop lossy (SL), przedłużając agonię. Gdy ich inwestycja traci na wartości, zamiast wyjść z rynku, dokładają kolejne środki, próbując uśrednić cenę zakupu. Dlaczego? Bo łatwiej „dorzucić do pieca”, niż zamknąć pozycję i pogodzić się z realną stratą. Problem w tym, że taka strategia często prowadzi do jeszcze większych strat i w dłużej perspektywie utrty całego kapitału.
Eksperyment z inwestycjami
Grupa badaczy postanowiła zbadać, jak działa eskalacja zaangażowania w praktyce. Podzielili uczestników na dwie grupy, które miały do dyspozycji budżet do zainwestowania w przedstawione im firmy:
- Pierwsza grupa miała początkowy budżet 10 milionów dolarów. Po dokonaniu pierwszych inwestycji nowe dane wskazywały, że jedna z firm miała większy potencjał. Grupa otrzymała dodatkowe 20 milionów dolarów, ale mimo to postanowili przeznaczyć aż 13 milionów na projekt, który był gorszy, zgodnie z nowymi danymi.
- Druga grupa zaczęła swoje badanie dopiero po przyznaniu pierwszej grupie dodatkowych 20 milionów. Z racji tego, że miała do dyspozycji ten sam budżet, jednak ona racjonalnie podzieliła środki (!): 11 milionów przeznaczyli na lepszą inwestycję, a 9 milionów na gorszą.
Głównym powodem, dla którego pierwsza grupa podjęła taką decyzję, była ich wcześniejsza inwestycja w ten projekt. Nie chcieli uznać straty i zaakceptować, że ich początkowy wybór mógł być błędny.
Wniosek dla nas: Kiedy raz zaangażujemy się w coś, co nie przynosi efektów, trudniej jest nam racjonalnie ocenić sytuację. Eskalacja zaangażowania sprawia, że topimy jeszcze więcej zasobów w coś, co nie przynosi wyników, zamiast zamknąć projekt i ograniczyć straty.
2/2 Efekt posiadania
To kolejny błąd poznawczy omawiany przez Autorkę książki.
Posiadasz to co kupiłeś i o czym pomyślałeś
Często trwamy przy czymś, co posiadamy – nawet jeśli przestało to mieć sens. Dlaczego? Bo efekt posiadania sprawia, że wyceniamy nasze rzeczy wyżej niż ich faktyczną wartość.
Kubek, którego nie chcemy sprzedać
Psycholodzy przeprowadzili interesujący eksperyment, w którym uczestnicy kupowali kubek. Po zakupie pytano ich, za jaką cenę byliby gotowi go sprzedać. Okazało się, że właściciele kubka byli gotowi sprzedać go tylko za kwotę dwa razy wyższą niż jego rzeczywista wartość rynkowa. Dlaczego? Sprzedaż kubka wiązała się z rezygnacją, a mózg ludzki nie lubi odczuwać straty. Gdy coś staje się nasze, przypisujemy temu większą wartość, co skutkuje tzw. efektem posiadania.
Podobny mechanizm działa, gdy jesteśmy w pracy, projekcie czy związku, który dawno przestał nas satysfakcjonować. Zamykanie takiego „rachunku mentalnego” boli, bo wiąże się z poczuciem zmarnowanego czasu i wysiłku.
Refren: Zamykanie rachunku ze stratą i przejście do nowej opcji może wywierać poczucie zmarnowania zaangażowanych już środków.
Najtrudniej zrezygnować z tego, kim jesteśmy
Efekt posiadania nie tylko tyczy się posiadania rzeczy, ale także posiadania „tożsamości”.
Bardzo trudno zrezygnować z tego, co definiuje nas jako osobę. Dzieci pytamy: „Kim chcesz być, kiedy dorośniesz?”, a nie: „Jaki zawód chciałbyś wykonywać?”. Od małego utożsamiamy to, co robimy, z tym, kim jesteśmy.
Niech za przykład posłuży historia pewnej aplikacji.
Historia Flow. Twórca aplikacji Flow początkowo rozwijał ją jako projekt bootstrapowy, czyli z własnych środków. Z czasem tak bardzo przywiązał się do idei niezależności, że odrzucił ofertę współpracy z funduszem Venture Capital (zewnętrznym inwestorem). Dla niego tożsamość bootstrappera stała się ważniejsza niż możliwość dalszego rozwoju aplikacji. Efekt? Zignorował moment, w którym racjonalnie powinien zrezygnować ze swojego podejścia – i stracił szansę na sukces. W międzyczasie na rynku pojawiła się Asana, która nie miała problemu z rozwijaniem się dzięki Venture Capital. Flow, zignorowawszy możliwości rozwoju, po latach zostało zdystansowane przez Asane.
To przykład na to, jak to, co posiadamy – materialnie lub mentalnie – zaczyna nas definiować. I jak trudno nam porzucić coś, co stało się częścią naszej tożsamości.
Historia Sears. Przykład firmy Sears także doskonale obrazuje ten mechanizm. Kiedy firma borykała się z kryzysem w swojej głównej działalności, sprzedaży detalicznej, miała dodatkowo dwie zyskowne odnogi – sektor finansowy oraz nieruchomości, które przynosiły znaczące dochody. Mimo to zarząd zdecydował się sprzedać te wartościowe działy, aby „powrócić do swoich korzeni” i skoncentrować się na handlu detalicznym, który kiedyś stanowił podstawę ich tożsamości.
Wkrótce wartość sprzedanych zyskownych odnóg przekroczyła kilkukrotnie wartość całej firmy Sears.
Historia Philipsa: Umiejętne rezygnowanie z tożsamości
Firma Philips jest przykładem przeciwieństwa Sears. W pewnym momencie przestała koncentrować się głównie na produkcji telewizorów i odtwarzaczy DVD, skupiając się na narzędziach dla ochrony zdrowia, ponieważ dostrzegła, że długofalowo przyniesie to większe korzyści. Zamiast kurczowo trzymać się przeszłości, firma poszła tam, gdzie widziała większy potencjał, i teraz czerpie miliardowe przychody z produkcji narzędzi dla ochrony zdrowia.
Co powiedzą inni?
Boimy się, że jeśli zrezygnujemy, inni pomyślą, że zawiedliśmy. W rzeczywistości ludzie zazwyczaj reagują inaczej – zrozumieniem lub nawet podziwem za odwagę. Nasze obawy są tylko w naszych głowach.
Sam miałem takie obawy, kiedy po latach milczenia na Facebooku opublikowałem post o moim e-booku na temat szukania celu w życiu. Myślałem, że pojawią się komentarze mówiące: „Poddałeś się w swojej drodze tradera”. Ale ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu nie było ani jednego takiego komentarza. Zamiast tego, 50 osób wyraziło pozytywne opinie na temat mojej pracy. To była dla mnie ogromna lekcja: nasze lęki są często wytworem naszej wyobraźni. Reakcje innych mogą być zupełnie inne, niż się spodziewamy.
Morał? Zawsze miej trochę „wolnej tożsamości” w kieszeni.
Nie łącz swojej tożsamości z jedną rzeczą tak mocno, że nie widzisz innych możliwości. Zawsze miej trochę „wolnej tożsamości” w kieszeni. Jeśli coś robisz, na przykład jesteś psychologiem, pomyśl o tym, że jesteś w 70% psychologiem, a te 30% zawsze możesz wykorzystać na bycie kimś innym.
3. Jak uniknąć błędów poznawczych
Aby uniknąć błędów takich jak awersja do strat (nieprzyjęty zakład o 100$), eskalacja zaangażowania (inwestowanie dodatkowych pieniędzy w firmę, która ma gorsze wyniki), czy efekt posiadania (np. niechęć do sprzedaży kubka), warto zmienić sposób, w jaki postrzegamy nasze decyzje.
Przede wszystkim, powinniśmy starać się ignorować przeszłość. To, co już zainwestowaliśmy, nie ma wpływu na naszą przyszłość. Patrzmy na nasze zasoby tak, jakbyśmy zdobyli je bez żadnego wysiłku, zamiast przypisywać im wartość wynikającą z wcześniejszych wyborów.
Kluczowe jest, aby skoncentrować się na przyszłości. Przy podejmowaniu decyzji zawodowych, zamiast patrzeć na to, ile czasu, energii czy pieniędzy już zainwestowaliśmy w obecną drogę, powinniśmy oceniać przyszłe korzyści i koszty.
Przykład? Gdy rozważasz przebranżowienie, skup się na tym, ile energii będziesz miał, idąc nową ścieżką, i czy potencjalne straty – np. mniejsze zarobki czy dodatkowy wysiłek – są mniejsze niż zysk emocjonalny, który przyniesie ci rozpoczęcie czegoś nowego. Jeśli „nowa ścieżka” daje ci większą satysfakcję, może okazać się, że pomimo początkowych trudności, podjęcie decyzji o zmianie jest najlepszą opcją w dłuższej perspektywie.
Aby pomóc moim klientom unikać błędów poznawczych, o których pisze Annie Duke, w swojej praktyce korzystam z kalkulatora oczekiwanych korzyści, który ocenia różne ścieżki kariery. (Link do kalkulatora wraz z instrukcję umieściłem w mojej książce W Końcu Poniedziałek). Dzięki temu, podczas pracy z klientem, przechodząc do ostatecznej decyzji, skupiamy się na przyszłości, a nie na przeszłości, co pozwala podejmować bardziej świadome decyzje. Razem analizujemy zarówno koszty, jak i korzyści każdej opcji, by wybrać tę, która przyniesie najwięcej korzyści w przyszłości i będzie najlepiej dopasowana do jego celów.
– – –
Według Autorki książki innym sposobem przeciwdziałania błędom poznawczym, szczególnie przy realizacji projektów – niezależnie od tego, czy chodzi o zmianę zawodową, czy rozpoczęcie własnego przedsięwzięcia – jest monitorowanie wskaźników.
Wyszukuj wczesnych sygnałów porażki (i stosuj kryteria zabicia)
Jednym z kluczowych elementów skutecznego podejmowania dobrych decyzji jest umiejętność szybkiego dostrzegania oznak, że coś nie działa. Wczesne sygnały porażki pozwalają nam zaoszczędzić czas, energię i zasoby, które moglibyśmy zmarnować, trwając przy nietrafionych decyzjach.
Monitoruj kluczowe wskaźniki
Skup się na wąskich gardłach, czyli elementach, które realnie decydują o sukcesie projektu. Na przykład w biznesie usługowym nie chodzi tylko o to, czy nam się to podoba, czy nie, ale także o to, czy istnieje wystarczający popyt na naszą usługę. Sprawdzaj, czy kluczowe wskaźniki – takie jak liczba klientów, sprzedaż lub zainteresowanie ofertą – osiągają wyznaczone progi.
Kryteria zakończenia projektu
Zdefiniuj z góry, kiedy warto „zabić” projekt. Może to być nieosiągnięcie konkretnego celu w określonym czasie, np. liczby klientów w ciągu sześciu miesięcy, określonego przychodu lub minimalnego poziomu zainteresowania na rynku w ciągu X miesięcy. Kryteria te mogą być liczbowe (np. dane finansowe), czasowe (np. harmonogramy), albo jakościowe (np. realny potencjał rozwoju w przyszłości).
Obserwuj zachowanie rynku i podejmuj decyzje na podstawie faktów
W firmach często analizuje się drobne, ale znaczące sygnały – na przykład, czy na spotkania w sprawie oferty przychodzi ktoś z kadry kierowniczej potencjalnego klienta. Takie dane, oparte na statystycznych wnioskach, mogą być niezwykle pomocne w ocenie, czy warto kontynuować działania.
Testuj i zadawaj sobie ważne pytania
Jeśli wyniki testów np. podczas przebranżowienia wypadają „bez szału”, to dobry moment, by zadać sobie pytanie: Czy jestem w stanie realizować to przez kolejne pięć lat? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, może czas rozważyć zakończenie testowania też ścieżki kariery. Testowanie i analiza wczesnych wyników pomagają unikać eskalacji zaangażowania i trzymają nas na kursie bardziej sensownych decyzji.
Coach rezygnacji
Często myślimy, że będąc świadomi błędów poznawczych, łatwo podejmiemy decyzję o rezygnacji w odpowiednim momencie. Jednak badania pokazują, że eksperymenty myślowe i próby spojrzenia na siebie z zewnątrz rzadko działają. Czasami sami nie jesteśmy w stanie dostrzec, że nasz projekt, pomysł czy decyzja prowadzą donikąd.
Dlaczego samemu jest trudno?
Jesteśmy zbyt mocno zaangażowani emocjonalnie i przywiązani do swoich decyzji. Anna Blake zauważa, że bycie w centrum własnej sytuacji uniemożliwia obiektywną ocenę – dlatego potrzebujemy kogoś, kto spojrzy na sytuację bez emocji i pomoże nam określić jasne kryteria rezygnacji.
Przykładem Coacha rezygnacji Autorka podaje Bena Conwaya, anioła biznesu, który specjalizuje się w pomaganiu przedsiębiorcom w podejmowaniu trudnych decyzji (często wymagających zamknięcia projektów).
Gdy coś nie idzie zgodnie z planem, Ben zadaje kluczowe pytanie: Jak będzie wyglądał sukces za kilka miesięcy? Następnie wspólnie z założycielem firmy ustala kryteria, które pozwolą ocenić za te kilka miesięcy, czy projekt zmierza w dobrym kierunku. Oto jak to wygląda dokładniej:
Plan działania:
- Ustalanie kryteriów sukcesu
Kryteria te mogą obejmować konkretne liczby, terminy lub inne mierzalne wskaźniki, takie jak przychody, liczba klientów czy zainteresowanie rynkowe. - Określenie terminu przeglądu (najczęściej na kilka miesięcy w przód)
Umawiana jest konkretna data, na której obie strony ponownie siadają do rozmowy, aby porównać rzeczywistość z wcześniejszymi założeniami. - Poważna rozmowa o przyszłości projektu (po upłynięciu tych kilku miesięcy)
Potem podczas ustalonego wcześniej przeglądu, podejmowana jest trudna rozmowa. Jeśli projekt nie spełnia ustalonych kryteriów, dochodzi do trudnej, ale koniecznej dyskusji o jego zamknięciu.
Dlaczego potrzebujemy coacha rezygnacji?
Ben Conway często zauważa, że bardzo często już podczas pierwszej rozmowy jest przekonany, iż projekt nie ma przyszłości (co się potem okazuje racją). Jednak założyciel firmy nie jest gotów tego przyznać – nie chce zawieść inwestorów, pracowników ani samego siebie. Przedsiębiorcy, z natury wytrwali, zazwyczaj walczą do samego końca, ignorując sygnały porażki.
Daniel Kahneman, noblista w dziedzinie ekonomii, wskazuje, że sekret umiejętności rezygnacji polega na posiadaniu kogoś, kto naprawdę chce naszego dobra i potrafi powiedzieć nam trudną prawdę. Coach rezygnacji, przyjaciel czy mentor – ktoś, kto patrzy na sytuację z zewnątrz, ma większe szanse zauważyć moment, w którym warto odpuścić, zanim straty staną się jeszcze większe. Choć krótkoterminowo może to wiązać się z dyskomfortem, w dłuższej perspektywie chroni przed jeszcze większym cierpieniem.
Lekcja z pola bitwy
Dobrym przykładem potrzeby posiadania „dowódcy” do podejmowania decyzji o rezygnacji jest sytuacja w amerykańskich jednostkach specjalnych Navy SEALs. Choć emocje i „mindset” żołnierzy podpowiadają im, by walczyć do końca i się nie poddawać, to racjonalna ocena sytuacji przez osobę patrzącą z szerszej perspektywy może zapobiec katastrofie. Dowódca, często wbrew woli swoich żołnierzy, podejmuje decyzję o odwrocie, ratując im życie.
Jak być coachem rezygnacji dla innych
Jeśli ktoś pyta Cię o radę, ale odpiera Twoje argumenty, że to, co robisz, nie ma zbytnio sensu, spytaj go, co dla niego będzie oznaczał sukces w dłuższej perspektywie np. 3-6 miesięcy.
To te kryteria powinny stać się punktem odniesienia do przyszłej decyzji. I pamiętaj – czasami największym wsparciem, jakie możesz komuś dać, jest delikatne, ale stanowcze wskazanie momentu, w którym warto odpuścić.
Jeśli się wahasz, zrób krok w stronę zmiany
Często jest tak, że moment zawahania, w którym czujemy się rozdarci pomiędzy dwoma opcjami, może być najlepszym czasem na działanie. Wydaje się, że w takich chwilach wszystko w nas mówi „może jeszcze nie teraz”, „może powinno się jeszcze trochę poczekać”. Ale co, jeśli to właśnie ten moment jest kluczowy?
Badanie Stevena Levitta: rzut monetą w życiowych decyzjach
Steven Levitt, współautor Freakonomics, przeprowadził nietypowe badanie. Zrekrutował dziesiątki tysięcy osób, które zmagały się z trudnymi życiowymi decyzjami – takimi jak zmiana pracy, założenie firmy czy przeprowadzka – ale nie mogły podjąć ostatecznego wyboru.
Dla uczestników pozostających w stanie głębokiego niezdecydowania Levitt zaproponował rozwiązanie: rzut monetą. Spośród badanych, aż 22 500 osób zdecydowało się zaufać losowi. Dwa i sześć miesięcy później Levitt zapytał ich, czy dokonali zmiany oraz czy byli z niej zadowoleni.
Wyniki? Osoby, które podjęły decyzję o zmianie, były średnio o 2,2 punkta szczęśliwsze w skali 10-punktowej. Co więcej, największe wzrosty zadowolenia – aż o 5 punktów – zaobserwowano w dwóch kategoriach: założenie własnego biznesu oraz rezygnacja z pracy.
Rezygnacja w dobrym momencie wydaje się „za wczesna”
Autorka książki Annie Duke, zwróciła uwagę na jeden kluczowy aspekt badania Levitta: analizowano wyłącznie osoby, które były „pół na pół” przekonane do obu opcji. Duke zauważa, że to właśnie moment, w którym czujemy się „na granicy decyzji”, jest paradoksalnie najlepszym czasem na zmianę.
Dlaczego? Kiedy mamy wątpliwości, często wydaje nam się, że rezygnacja z obecnej ścieżki to decyzja przedwczesna. Duke wyjaśnia, że to złudzenie – ludzie zazwyczaj trzymają się swoich obecnych wyborów zbyt długo, zamiast działać w optymalnym momencie.
Jak to podsumowuje Annie Duke?
„Gdy ludzie rezygnują w odpowiednim momencie, zazwyczaj czują, że zrobili to zbyt wcześnie”.
Zakończenie
Eksplorowanie vs eksploatowanie
W poszukiwaniu najlepszej ścieżki zawodowej warto przyjrzeć się strategii… mrówek. Większość z nich podąża w zwartym szeregu do znanego źródła pożywienia, ale niektóre nieustannie eksplorują. Dlaczego? Bo to, na czym polega większość mrówek, może nagle zniknąć – padlina może zostać zabrana przez inne zwierzę, a owoc w ogrodzie zerwany przez człowieka. Dlatego właśnie mrówki-odkrywcy (chodzący własnymi drogami) zabezpieczają przyszłość kolonii, tworząc plan B, zanim stanie się on koniecznością.
Podobnie jest w życiu zawodowym. Eksplorowanie pozwala nam znaleźć alternatywy i nowe możliwości, zanim sytuacja wymusi zmianę. Gdy masz plan B, łatwiej ci zrezygnować z planu A jeśli przestaje działać, zamiast kurczowo się go trzymać. Dlatego wzorując się na mrówkach, warto przeznaczać część swojej energii na projekty poboczne, eksperymenty i testowanie nowych pomysłów. Idealna proporcja? Może to być np. 80% czasu na plan A i 20% na eksplorowanie nowych ścieżek.
Najlepsze firmy technologiczne stosują tę zasadę od lat. Google czy LinkedIn zachęcają swoich pracowników, by część czasu poświęcali na kreatywne projekty, które mogą przerodzić się w coś wartościowego. Efekt? Tak właśnie powstał Gmail. Dając sobie przestrzeń na eksperymenty, otwierasz drzwi do innowacji i przyszłych sukcesów.
Jedyny newsletter, którego potrzebujesz, żeby znaleźć pracę, którą naprawdę pokochasz.
Co 3 dni — prosto na Twoją skrzynkę — konkretne strategie:
— jak wyrwać się z pracy, która zabija Twój potencjał
— jak odkryć ścieżkę idealnie dopasowaną do Twoich predyspozycji
— jak zdobyć pracę, która daje radość, sens i dobre pieniądze